Otwieram rêk± ÂżyÂłÃª w¶rÃłd lat dopÂływam dna
Pod potem tÂłusty myjê TwÃłj wierny obraz nas
Nim szary mur zaszyjê miêtowy czuje gÂłos
Choæ nigdy juÂż nie przyjdziesz
Im dÂłuÂżej wzrok swÃłj wbijam zarasta traw± tÂło
Choæ chciaÂłbym Âżyæ dla Ciebie gdy znikasz wzmagam wzrok
W przemowach ton± sÂłowa dryfuj± w stronê skaÂł
Gdy mêtna milczy woda
I wstydzê siê za Ciebie Ty lgniesz do mojej krwi
PÂłyniemy w rÃłÂżne strony bezbronni
I zdani juÂż na siebie stawiamy kaÂżdy krok
Tak wielcy jak zdziwienie ¿e ci±gle to nie to